Pomorze: Fryzjerzy z Miastka czują się nękani przez stowarzyszenie artystów

Mateusz Węsierski
Maria Denczyk-Kołodziej wezwania STOART-u traktuje jak bezużyteczny skrawek papieru
Maria Denczyk-Kołodziej wezwania STOART-u traktuje jak bezużyteczny skrawek papieru Mateusz Węsierski
Fryzjerzy z Miastka wypowiedzieli wojnę Związkowi Wykonawców i Artystów STOART. Sprawa najprawdopodobniej skończy się w sądzie. Fryzjerzy twierdzą, że są szantażowani i zastraszani.

Dostali nakazy zapłaty za publiczne odtwarzanie muzyki i zobowiązania do podpisania umowy na stałe. W pismach wyraźnie wskazano, że opłaty naliczono od 1994 roku, czyli daty wejścia w życie ustawy Prawo autorskie. Potraktowano tak nawet zakłady założone w 1999 roku i później. Oburzeni fryzjerzy założyli komitet. Zapowiadają, że nie poddadzą się bez walki. Dołączają do nich przedsiębiorcy z innych miast, bo STOART rozesłał ponaglenia w całym województwie pomorskim.

- Niepokojące jest to, że wezwanie zawiera elementy wpływania na swobodę decyzji. Grożą im odpowiedzialnością karną bez sprawdzenia, czy w ogóle publicznie puszczają muzykę - mówi Grzegorz Wołek, adwokat prowadzący sprawę fryzjerów z Miastka.

Mecenas wystąpił do STOART-u z wnioskiem o podanie dowodów, na podstawie których nakłaniają do podpisania umowy i uiszczenia zaległej opłaty.

- Po uzyskaniu pisemnej informacji podejmiemy decyzję, jak dalej prowadzić tę sprawę. Jeśliby udało się udowodnić, że STOART pod groźbą odpowiedzialności karnej zmusza do podpisywania umów, to sytuacje tę reguluje artykuł 191 paragraf 1 Kodeksu karnego. Sankcja karna z tego tytułu to do 3 lat pozbawienia wolności - podkreśla Wołek. - Moim zdaniem działają na pograniczu prawa, bo groźba bezprawna jest związana nie tylko ze spowodowaniem zagrożenia życia i zdrowia, ale również skierowania postępowania karnego - dodaje mecenas.

Prekursorem walki ze STOART jest Marcin Krocek, współwłaściciel zakładu fryzjerskiego z Miastka.

- Pracująca po sąsiedzku kosmetyczka otrzymała wezwanie do zapłaty w wysokości 6 tys. zł. Inni mają zapłacić po 3 tys. zł czy 2 tys. zł. Przychodziły też listy z ofertą 70 procent umorzenia. Stało się to wtedy, gdy zawiadomiliśmy Ministerstwo Kultury - mówi Krocek.

STOART jest objęte dozorem kuratora, bo ministerstwo uznało, że zarząd stowarzyszenia został wybrany nielegalnie. Ta sprawa nie wiąże się bezpośrednio z pismami wysyłanymi m.in. do Miastka. Ministerstwo podejmie postępowanie sprawdzające, dopiero gdy zarząd STOART-u zostanie wybrany zgodnie z prawem.
Fryzjerzy z Miastka chcą donieść o sprawie prokuratorowi dopiero po zajęciu stanowiska przez ministerstwo. Do tego czasu nie zamierzają uiszczać żadnych opłat. STOART uważa, że nie mają racji.

- Co jakiś czas przeprowadzamy wzmożone akcje. Tym razem w województwie pomorskim. Pan mecenas powinien wiedzieć, że odtwarzanie utworów bez stosownej umowy z organizacją zbiorowego zarządzania jest przestępstwem - mówi Agnieszka Parzuchowska, rzecznik prasowy Związku Wykonawców i Artystów STOART.

Rzecznik przyznaje, że nikt fryzjerom nie udowodnił publicznego odtwarzania utworów muzycznych, ale...

- Niestety, takie jest podejście większości Polaków do prawa autorskiego. Na zasadzie, że jeśli nikt mnie nie skontroluje i nie wyegzekwuje opłaty, to nie będę płacił - utyskuje Parzuchowska. - Moim zdaniem podejście fryzjerów z Miastka jest dziwne, a my nie jesteśmy w stanie wszystkich skontrolować. Po prostu wiemy, że w 99 procentach zakładów muzyka jest odtwarzana publicznie.

- Takie założenie to żaden dowód, więc będziemy walczyć do upadłego. Zachęcamy też inne salony, by się do nas przyłączyły - apeluje Maria Denczyk-Kołodziej z miasteckiego komitetu fryzjerów.

Z Michałem Żulińskim, z Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, rozmawia Mateusz Węsierski

Co ministerstwo zrobi w sprawie doniesienia na temat pism wysyłanych przez stowarzyszenie STOART?
Potraktujemy to jako skargę. Najprawdopodobniej zostanie wszczęte postępowanie. Kwestia pism już wcześniej była przez nas badana, jednakże teraz czekamy na zakończenie procedury wyborczej w stowarzyszeniu STOART. Dopiero gdy do tego dojdzie, będziemy mogli rozpatrywać wniosek.
Pomijając sprawę pism, niezależnie od ich późniejszej oceny, należy stwierdzić, że organizacja powinna sprawdzić, czy dochodzi do publicznego odtwarzania.

A czy STOART może żądać zapłaty od 1994 roku, nawet gdy dany zakład wtedy jeszcze nie istniał?
Nie można kogoś zmusić do zapłaty pieniędzy, jeżeli w danym czasie nie odtwarzał muzyki publicznie. Jeżeli nawet tak było, to można powołać się na instytucję przedawnienia roszczeń. Moim zdaniem STOART powinien każdorazowo potwierdzić fakt odtwarzania muzyki, przy czym organizacje zbiorowego zarządzania mają uprawnienia. Na podstawie artykułu 122 ustawy Prawo autorskie w pewnych sytuacjach organizację można uważać za pokrzywdzonego w sprawie. To powoduje, że mają legitymację do powiadamiania organów ścigania o fakcie bezumownego odtwarzania muzyki.

Ale najpierw trzeba to udowodnić?
Tak, bo to postępowanie wnioskowe i inicjatywę przejmuje prokuratura. To ona zbiera dowody.

Chyba nie tylko STOART może występować o wypłatę tantiem?
Istnieje obowiązek uiszczania opłat na rzecz czterech odbiorców na różnych polach eksploatacji. Dla ZAIKS-u z tytułu tantiem dla twórców i autorów piszących teksty piosenek i komponujących muzykę oraz dla Związku Producentów Audio-Wideo. Z kolei STOART i Stowarzyszenie Artystów Wykonawców Utworów Muzycznych i Słowno-Muzycznych reprezentują wykonawców.

STOART ścigał też kwaterodawców z Helu
W ubiegłym roku mieszkańcy m.in. Półwyspu Helskiego zaczęli dostawać od STOARTU wezwania do podpisania licencji i wniesienia opłat z tytułu praw autorskich. Kwaterodawcy przeżyli szok, bo większość z nich o istnieniu STOART-u w ogóle nie wiedziała. Ani tym bardziej o konieczności płacenia, jeśli dali turystom do dyspozycji TV lub gdy w ich barze stoi radio. Stowarzyszenie uznało, że w takich sytuacjach odtwarzanie muzyki jest związane z prowadzeniem działalności gospodarczej. Gdy wezwania od STOART-u grożące pozwami zaczęli otrzymywać helanie, tamtejsi samorządowcy zorganizowali spotkanie obu stron. Inspektorzy tłumaczyli, skąd wynika konieczność uiszczenia opłat z tytułu praw autorskich. A potem podpisywali z tymi, którzy się zgłosili, umowy licencyjne.

Menedżer sportowy - zbawienie czy zło konieczne?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie