Piąta rocznica nawałnicy z 2017 roku. Leśnicy kończą odnawiać las. Mówią, że to ponadludzki wysiłek | ZDJĘCIA

Maria Sowisło
Maria Sowisło
Udostępnij:
W nocy z 11 na 12 sierpnia mija pięć lat od nawałnicy, która odebrała życie sześciu osobom, w tym dwóm harcerkom przebywającym na obozie w osadzie Suszek nieopodal Rytla. Wiatr zniszczył ogromne połacie lasów. Tylko na Pomorzu w nadleśnictwach Rytel i Lipusz, z powierzchni ziemi zniknęły drzewa na powierzchni prawie 10 tys. hektarów. To tyle, ile zajęłoby 14 005 boisk piłkarskich o wielkości tego znajdującego się na Polsat Plus Arenie w Gdańsku. Jak dzisiaj, pięć lat po nawałnicy, wyglądają tereny nieopodal Rytla?

Tereny ponawałnicowe to wciąż smutny dla oka widok. Zwłaszcza dla tych osób, które w lasach nieopodal Rytla zbierały grzyby. Tutaj wypoczywały, pływały kajakami po Brdzie i Wielkim Kanale Brdy… Wszędzie dookoła było mnóstwo drzew. Po prostu zielono. Dzisiaj, pięć lat po nawałnicy, teren już się trochę zazielenił ale ciągle widać pustkę. Aż po horyzont.

Tylko w Nadleśnictwie Rytel wiatr wiejący z prędkością nawet do 150 km/h położył 60 proc. lasu. To ok. 11 tys. hektarów, więc prawie 1,6 mln metrów sześciennych drewna. W normalnych warunkach leśnicy pozyskaliby taką ilość przez około 15 lat. Dzisiaj w okolicach Rytla las dopiero wzrasta. Leśnicy odnowili do dzisiaj 5 030 hektarów.

- Dla leśnika największym wyzwaniem było zagospodarowanie terenów. To chyba było najgorsze - wprowadzenie nowego pokolenia lasu. Logistycznie i organizacyjnie było to duże wyzwanie. Wykonaliśmy ponadludzki wysiłek. Nigdy wcześniej nie mieliśmy do czynienia z taką klęską

– przyznaje nadleśniczy z Rytla Wiesław Kiedrowski i jednocześnie nie kryje radości, że do obsadzenia zostało już tylko leśnikom około 800 hektarów. - Każdego roku po nawałnicy sadziliśmy ponad tysiąc hektarów lasu. Przez trzy miesiące wiosną i tyle samo jesienią. Muszę przyznać, że mamy bardzo dobre wyniki nasadzeń jesiennych. To dzięki sadzonkom kontenerowym ze szkółki w Dobrzejewicach – wyjaśnia nadleśniczy.

Te sadzonki kontenerowe to nic innego jak drzewka uprawiane w specjalnych kontenerach, które sprawiają że system korzeniowy jest zakryty.

Leśnicy w sadzeniu lasu mogli liczyć na pomoc. Nie tylko tuż po nawałnicy do miejscowości odciętych od świata, jak Rytel, ruszyli wolontariusze. Pomagali strażakom i wojsku usuwać przewrócone drzewa. Trudna to była sztuka. W niektórych miejscach drzewa leżały jedne na drugich i trzecich, jak zapałki które wysypały się z pudełka.

- Mieliśmy kilkanaście akcji społecznego sadzenia lasu. Angażowały się osoby prywatne ale też stowarzyszenia, fundacje i zakłady pracy. Często przyjeżdżali do nas wolontariusze i wspólnie sadziliśmy las. To był ponadludzki wysiłek

– zaznacza nadleśniczy Wiesław Kiedrowski.

ZOBACZ TAKŻE:
W Sominach rośnie już las

Nie inaczej było w Nadleśnictwie Lipusz. Tutaj nawałnica położyła las na powierzchni 18 tys. hektarów, w tym 4,2 tys. hektarów całkowicie. W klęsce nadleśnictwo straciło 1,2 mln metrów sześciennych. Taką ilość leśnicy pozyskaliby przez co najmniej 10 lat. I podobnie jak w Nadleśnictwie Rytel, do obsadzenia zostało około 600 hektarów, przy czym 400 hektarów to tak zwane odnowienia naturalne. Przyroda sama sobie poradziła. Tutaj leśnicy będą ewentualnie dosadzać pojedyncze drzewa.

Skutki nawałnicy sprawiły, że w Nadleśnictwie Lipusz, nieopodal Kłodna w powiecie kartuskim, stworzony został pierwszy dendroglif. To godło Polski widziane z lotu ptaka. Tworzą je brzozy, sosny i modrzew. Pierwszy gatunek utworzył orła. Tłem jest sosna, a modrzew stanowi koronę.

Największą tragedię przed pięcioma latami przeżyły rodziny sześciu osób, które zginęły w nawałnicy, w tym dwóch harcerek w wieku 13 i 14 lat. Wypoczywały na obozie nieopodal osady Suszek. Wówczas w samym środku lasu.

O tej tragedii przypominać ma pomnik nad jeziorem Śpierewnik. W rocznicę nawałnicy - 11 sierpnia 2022 r. - zaplanowane są obchody. Na godz. 16.00 przewidziane jest złożenie kwiatów pod pomnikiem ku czci harcerek (53.70894,17.76183), a godzinę później odprawiona zostanie msza w kościele w Lotyniu. O godz. 18.15 otwarta zostanie wystawa plenerowa w parku wiejskim w Lotyniu, a pół godziny później do użytku oddany zostanie piec chlebowy w tej wsi.

ZOBACZ TAKŻE:
Tak mieszkańcy Rytla dziękowali wolontariuszom za pomoc w rocznicę nawałnicy

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

M
Michał Moś
Aż za dobrze pamiętam te dni. Pamiętam dobrze, bo to był jeden z tych dni, w których płakałem jak bóbr, na czym świat stoi. Śmiertelnie bałem się, bo w mojej rodzinie również harcerkę nastoletnią. Przerażony byłem tak, że nie mogłem słowa z siebie wydobyć. To chodziło o córkę kuzynki. Miała kończyć 18 lat. Na szczęście, była ona po prostu w innym miejscu. Ale pamiętam, jak dzwoniłem do kuzynki, która powiedziała, że jej córka jest na obozie. Szybko poprosiłem, żeby zadzwoniła do tej dziewuszki, bo stało się coś strasznego, że gdzieś jakieś nastoletnie harcerki nie żyją. Tak też ona zrobiła. Szybko mi oddzwoniła, mówiąc, że w ogóle z tamtym obozem urwał się kontakt, a co sobota był zwyczaj, że w soboty rano albo można było tam się dodzwonić, albo dzieciaki z telefonu drużynowego mógł zadzwonić do mamusi etc....Wtedy po prostu miałem najgorsze przeczucie, płakałem jak bóbr. Przerażony byłem, bo myślałem, że ta dziewuszka po prostu nie żyje. To jest jedno z najgorszych możliwych uczuć, jakie może targnąć człowiekiem. Mieć świadomość, że nie dasz rady pomóc, bo jesteś daleko, reszta rodziny za granicą, a tutaj...taka straszna tragedia. Kuzynka do mnie po chwili zadzwoniła, że jej córka żyje, bo się odezwała, jest cała i zdrowa. Naraz informacja, że jedna z dziewczynek jest z bliźniaków. Ja kiedyś swojego czasu miałem dwie przyjaciółki, które były również bliźniaczym rodzeństwem. Pamiętając, jak blisko siebie były te dwie dziewczyny, zdjęła mnie litość i najserdeczniejsze współczucie dla Majki, dla siostry bliźniaczej Olgi. Do tego ten fakt, że tragedia nastąpiła w czasie pomiędzy obchodami Powstania Warszawskiego a Cudem nad Wisłą....I jeszcze jedno....jak się spotkaliśmy z tą kuzynką, i z jej córką, to rzuciliśmy się sobie w ramiona z radości(we Wszystkich Świętych), a przy następnym spotkaniu przy okazji jej urodzin, po prostu rozpłakaliśmy się obydwoje z radości.
Więcej informacji na stronie głównej Nasze Miasto
Dodaj ogłoszenie