Nawałnicę w Sylcznie pamiętają, bo tego nie da się zapomnieć. Od trzech lat starają się odbudować dom

Maria Sowisło
Maria Sowisło

Wideo

Zobacz galerię (2 zdjęcia)
Dzisiaj (11 sierpnia 2020 r.) późnym wieczorem mijają trzy lata od nawałnicy, jaka dotknęła m.in. powiat bytowski. O tych wydarzeniach pamiętają najbardziej ci, którzy stracili bliskich (zginęło pięć osób) i dach nad głową. Do dzisiaj starają się odbudować swoje domy. Tak jak rodzina Błaszkowskich z Sylczna w gminie Parchowo.

Jadąc do Sylczna, mijamy lasy. Właściwie to, co z nich zostało. Choć przyroda radzi sobie tutaj nieźle, to cały czas z wolnych przestrzeni, jak okiem sięgnąć, wystają pojedyncze drzewa. Sterczą, jak kikuty. Jakby chciały powiedzieć: Pamiętajcie. I wszyscy pamiętają. Bo jak tu zapomnieć, że trzy lata temu straciło się dach nad głową? Że od tamtej pory, każdego dnia odkładane złotówki trzeba przeznaczać na cement, pustaki, blachodachówkę, materiały do budowy instalacji wodnej, kanalizacyjnej, elektrycznej, centralnego ogrzewania…

Tylko w gminie Parchowo nawałnica zniszczyła 145 domów i 172 budynki gospodarcze. W tym dom rodziny Błaszkowskich. Nowy stoi, ale wszyscy mieszkają na parterze, bo piętro to raczej stan surowy zamknięty. Okna są, dach też. - Większość rzeczy mąż robi sam – zaznacza Barbara Błaszkowska, a jej mąż dodaje:

- Samo postawienie ścian na piętrze kosztowałoby pewnie z 10 tys. zł. A skąd brać? Zboże w tym roku ładnie sypało ale w ziemniakach ziemia jest, jak popiół. Jeszcze nam gryka została do skoszenia

– wylicza. Pani Basia wtrąca, że mają w tym roku więcej krów, bo w ubiegłym wszyscy chcieli od nich kupić. A mało mieli, więc zostawili je sobie. - Teraz, po roku, kiedy możemy sprzedać, nikt już nie chce – mówi Błaszkowska.

Na jak długo wystarczy im zdrowia?

Sześcioosobowa rodzina, krok po kroku, odbudowuje dom. Na dachu jest już blachodachówka. - Mamy tu zawsze deszcze z zachodu. Ściany mi wilgotnieją i w rogach już się czarno robi. Trzeba szybko całość ocieplić styropianem. Tylko skąd na to wziąć? - zastanawia się Błaszkowski i już planuje, że zimą będzie na piętrze układał wełnę mineralną. Ma 63 lata i problemy z kręgosłupem. Nie daje za wygraną. Walczy o dach nad głową całej rodziny. - Najważniejsze, że już nam na głowy nie cieknie – zaznacza pani Basia.
Ze starego domu została im tylko weranda. Reszta nie nadawała się do użytku po tym, jak wiatr trzy lata temu porwał dach.

- Parter też robiliśmy powolutku. Najpierw był jeden pokój i kuchnia. Potem łazienka i kolejne pokoje. Wszystkiego naraz nie jesteśmy w stanie zrobić

– zaznacza pani Basia. W tej rodzinie nikt nie wyciąga ręki po pomoc. Nauczyli się sobie radzić. Tylko, na jak długo wystarczy im zdrowia? Bo pomoc dla poszkodowanych w nawałnicy płynęła szerokim strumieniem w pierwszym roku po zdarzeniu. W sumie w całym województwie pomorskim gminy, miasta i powiaty oszacowały straty we własnej infrastrukturze na 98 mln zł. Tak, jak dom Błaszkowskich, nie wszystko zostało naprawione, przywrócone do pierwotnego stanu. Nikt tutaj, w Sylcznie, nie załamuje rąk, bo jakoś to będzie. W końcu musi, bo przecież drugi raz coś tak potwornego nie może się zdarzyć.

W plecach strzyka i łupie

Na podwórku Błaszkowskich po godz. 20.00 cichną maszyny. Zboże zwiezione, więc już koniec żniw. To czas na jesienne plany. A te związane są z domem. - Córki już zaklepały sobie pokoje na pietrze i obie nie mogą się doczekać końca budowy – mówi pani Basia. Uśmiecha się, choć w oczach jest smutek.

- Czy my tego dożyjemy?

- rzuca po chwili. Trudno jest jej uwierzyć, że przestaną się gnieździć na parterze w dwóch pokojach. I tak od dwóch lat, bo w pierwszym roku mieszkali w przyczepach campingowych i kontenerach. Teraz niby już są na swoim, ale pracy jest masa. Prócz ocieplenia ścian z zewnątrz, została cała, jak to mówią budowlańcy: wykończeniówka. Kto budował dom, wie że pochłania najwięcej pieniędzy. Tynki, płyty kartonowo-gipsowe, podłogi…

- Sam wszystkiego nie umiem. Podpatruję, jak inni to robią i nauka nie idzie w las, tylko w nas. Wiem kto mógłby mi styropian przykleić i tynk w środku położyć

– zaznacza Błaszkowski. Nie przyzna, że potrzebna jest pomoc w zakupie materiałów budowlanych. To Kaszub. Szalenie życzliwy i pogodny, ale też samodzielny, bo trzeba sobie radzić samemu.
- To potrzebna byłaby pomoc? Może kogoś ściśnie serce, że wy tak od trzech lat walczycie o ten dom? - dopytuję.
Pani Basia wzrusza ramionami, bo nie wierzy że ktokolwiek chciałby im pomóc, a jej mąż mówi: - No, sam nie wiem – a mówiąc to, wierci się na krześle, bo kręgosłup po całym dniu w polu daje mu do wiwatu.

Po nawałnicy nad jeziorem Mausz (foto)

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie