Gmina Miastko: Bohaterski policjant ratował dobytek

Mateusz Węsierski
Sierżant Gołębiewski nie pozostał obojętny w obliczu tragedii
Sierżant Gołębiewski nie pozostał obojętny w obliczu tragedii Krzysztof Drozd
Policjant wystąpił w roli strażaka i... został bohaterem. Mieszkanka Lubkowa (gm. Miastko) jest dozgonnie wdzięczna dzielnicowemu Tomaszowi Gołębiewskiemu.

Skromny policjant uratował znaczną część dobytku podczas pożaru. Kobieta ma też żal do straży pożarnej. Twierdzi, że zbyt długo czekała na reakcję. Miała też problem z dodzwonieniem się do dyżurnego. Straż pożarna zaprzecza i podaje dowody.

- Nie mogłam się dodzwonić na straż pożarną. Numer był zajęty. Gdy w końcu się udało pytali mnie o wiele rzeczy, m.in. lokalizację miejscowości. Dowiedziałam się, że połączenie zostało skierowane do Bytowa, a nie do Miastka. Stąd pewnie tyle pytań, a moim zdaniem dyżurny powinien znać teren. W takiej sytuacji nie ma czasu na wiązankę pytań. Trzeba działać, bo się pali - mówi kobieta (nazwisko do wiadomości redakcji). - Zanim przyjechała straż na podwórku pojawił się dzielnicowy Tomasz Gołębiewski. Nie oglądał się wiele i od razu zaczął działać. Wspólnie z moim synem odblokowali elektrycznie zamykaną bramę, bo z powodu odcięcia prądu blokowałaby wjazd wozom strażackim. Odciągali też przyczepy od ognia. Było to bardzo niebezpieczne, bo w palącym się budynku gospodarczym wybuchały butle z gazem i acetylenem - opowiada.

Gołębiewski znalazł się w odpowiednim miejscu, w odpowiednim czasie. Gdy wybuchł pożar był na interwencji w sąsiedniej wsi. - Nie uważam bym zrobił coś wyjątkowego. Byłem na służbie. Gdy jadąc z miejscowości Dretynek zauważyłem chmurę dymu, natychmiast skręciłem do Lubkowa. Na miejscu, oprócz budynku gospodarczego, paliła się też ropa, która wylała się na podwórze. Udało się nam odblokować bramę i odciągnąć naczepę. Ogień był już pod nią. Paliły się koła. Przy pomocy syna gospodarzy, ciągnikiem rolniczym, odjechaliśmy nią kawałek dalej - opowiada sierżant Gołębiewski. - Nie jestem bohaterem. Po prostu spełniłem się w roli policjanta - dodaje.

Właścicielka posesji w jego działaniu widzi szczególne zasługi. - Nie założył rąk i nie czekał na przyjazd straży pożarnej. Wykonał bardzo niebezpieczne zadanie. Dziękuję Bogu, że był w pobliżu. A dzielnicowemu Gołębiewskiemu chcę podziękować osobiście. Udam się na komisariat - zapowiada kobieta. - To człowiek, który pracuje dla ludzi. Wszyscy go w terenie poważają. To dzielnicowy z krwi i kości. Zawsze możemy na niego liczyć.

Bezpośredni przełożony jest zadowolony z postawy policjanta. - Niedawno wyróżniliśmy trzech moich podwładnych, którzy uratowali tonącego mężczyznę. Teraz na medal spisał się dzielnicowy. Jestem dumny z moich ludzi. Są bardzo dobrymi policjantami, a szczególnie cieszy mnie pochwała od właścicielki posesji. Pracujemy dla mieszkańców, a ich wdzięczność jest dla nas najlepszą nagrodą - mówi Andrzej Hasulak, komendant Komisariatu Policji w Miastku.

O ile policjanci pękają z dumy z powodu postawy swojego dzielnicowego, to strażacy starają się bronić. Ich zdaniem nie ma nic nadzwyczajnego w tym, że telefon alarmowy odbiera dyżurny w Bytowie.

- Tak jest od 2006 roku, a ostatnio w ten system włączono również miasteckie pogotowie ratunkowe. Dotąd mieszkańcy łączyli się z dyżurnym w Miastku. Teraz telefon jest odbierany w Bytowie, w Powiatowym Centrum Powiadamiania Ratunkowego - mówi Stefan Pituch, wicekomendant powiatowej straży pożarnej z Bytowa.

Strażak zapewnia, że w przypadku pożaru w Lubkowie wszystko działało jak należy. - Jako pierwsza o godzinie 16.29.08 zadzwoniła sąsiadka. Rozmowa rwała 1.23 minuty. Już 2 sekundy później, o godzinie 16.29.10 zadzwoniła właścicielka posesji. Czekała 8 sekund na połączenie, a rozmowa trwała 30 sekund. Z kolei o 16.31 w tej samej sprawie zadzwoniła policja i sąsiadka ponownie o godzinie 16.34.13. Była zdenerwowana, że straży pożarnej jeszcze nie ma - opowiada Pituch. - Nasi ludzie byli już wtedy w drodze. Rozumiem jednak zdenerwowanie mieszkańców. W sytuacji zagrożenia każda minuta dłuży się niemiłosiernie. Jeśli do tego rozmowa z dyżurnym trwa kilkadziesiąt sekund, to zgłaszającemu wydaje się, że to wieczność. Musimy jednak poświęcić tyle czasu, by dokładnie wypytać o lokalizację, szczególnie nazwę miejscowości. Niektóre brzmią bardzo podobnie, np. Karwno i Karpno.. Lepiej chwilkę poczekać na linii, niż nie doczekać się przyjazdu strażaków, którzy pojechali w zupełnie inne miejsce. Wtedy mogłoby dojść do jeszcze większego nieszczęścia - dodaje Pituch.

Ziemia polskich rolników warta miliony

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie