W powiecie bytowskim nikt nie chce pracować w komisjach wyborczych. Kandydatów nie zgłosiły nawet partie

Maria Sowisło
Maria Sowisło
fot. Maria Sowisło
Podczas wyborów prezydenckich do pracy w komisjach wyborczych w powiecie bytowskim potrzeba aż 549 osób. A do tego jeszcze po co najmniej dwóch urzędników, informatycy, kurierzy, ochrona, osoby sprzątające… W czasie pandemii koronawirusa nikt nie chce narażać siebie i innych na utratę zdrowia lub życia. Tylko w gminie Borzytuchom są cztery zgłoszenia.

Wszyscy samorządowcy w powiecie bytowskim zgodnie przyznają, że informacje o zbliżających się wyborach prezydenckich czerpią z mediów. Zaplanowane wcześniej na 2 kwietnia spotkanie u komisarza wyborczego zostało odwołane.

Mamy wielkie obawy i mnóstwo pytań, które pozostają bez odpowiedzi. Trudno nie mieć w tych czasach obaw. Na razie obserwujemy sytuację, choć przyznaję, że czekamy na wytyczne choćby te, dotyczące komisji wyborczej w szpitalu, który ze względu na epidemię wprowadził takie obostrzenia, jak zakaz odwiedzin, a nawet zakazany jest ruch między oddziałami

– przyznaje sekretarz Miastka Elżbieta Kozieł. W tej gminie do pracy w komisjach potrzeba 140 osób. O 17 więcej musiałoby być w mieście i gminie Bytów. - Nie mamy żadnych osób chętnych. Wierzę, że termin zostanie przesunięty – mówi sekretarz Bytowa Zenon Smantek.
W dużo ostrzejszym tonie wypowiada się sekretarz Tuchomia Jacek Żmuda-Trzebiatowski. W tej gminie do pracy w komisjach wyborczych potrzebne są 32 osoby. Zgłoszeń nie ma żadnych. - Wychodzę z założenia, że komisje powołuje komisarz. My tylko wykonujemy czynności techniczne polegające na przyjmowanie zgłoszeń.

Nie będę jednak nikogo namawiał do pracy w komisji. Jeśli bym to zrobił i taka namówiona przeze mnie osoba zachorowałaby, nie umiałbym sobie z tym poradzić

– mówi Jacek Żmuda-Trzebiatowski. - Nie będę jednak nikogo namawiał do pracy w komisji. Jeśli bym to zrobił i taka namówiona przeze mnie osoba zachorowałaby, nie umiałbym sobie z tym poradzić – mówi Jacek Żmuda-Trzebiatowski. Z kolei sekretarz Studzienic Ryszard Piechowski wylicza ile w skali całego kraju potrzeba rąk do pracy. W tej gminie w komisjach powinno zasiadać 27 osób. - To jest ogromna rzesza ludzi. W całym kraju potrzeba 27 tys. komisji, do pracy w których potrzebujemy średnio po 10 osób. Już mamy 270 tys. ludzi. Jeśli do tego mamy 2500 gmin, to w każdej do obsługi potrzeba co najmniej dwóch urzędników. Do tego jeszcze po jednym informatyku. Kolejne osoby to ochrona oraz kurierzy, którzy w asyście policji przewożą karty do głosowania. To jest ogromna rzesza ludzi i nie wiem czy ktoś zdaje sobie z tego sprawę – zaznacza sekretarz Studzienic Ryszard Piechowski.

Tylko w gminie Borzytuchom urzędnicy mają zgłoszenia do pracy komisjach od czterech osób. Zostały złożone miesiąc temu. Potrzeba jeszcze 21. - Zawsze mieliśmy więcej chętnych niż miejsc. Nie wiem, jak będzie teraz. Uważam, że powinna być większa swoboda w zgłaszaniu osób do pracy w komisjach. Na razie mamy tak, że pierwszeństwo mają partie polityczne i dopiero na końcu, jeśli będą miejsca, możemy wylosować chętnych mieszkańców. Tak nie powinno być – zaznacza sekretarz Borzytuchomia Ludwik Megier.

Nie tylko bark chętnych do pracy w komisjach wyborczych spędza sen z powiek samorządowców. Większość lokali wyborczych była urządzana w budynkach szkół, świetlic wiejskich, ośrodkach kultury i urzędów gmin. Wszystkie, ze względu na pandemię koronawirusa, są zamknięte. Do tego dochodzą jeszcze inne problemy, o których samorządowcy, zwłaszcza sekretarze gmin i miast, nie chcą mówić oficjalnie. Boją się o pracę.

- Słyszy się, że lekarzy zwalniają za wypowiedzi do mediów, to tym bardziej mnie mogą się pozbyć

– usłyszeliśmy od jednego z sekretarzy gminy w powiecie bytowskim, który zwraca uwagę na aspekt finansowy. - Dostaliśmy dotacje na przeprowadzenie wyborów. Przy dobrym gospodarowaniu, udawało się faktycznie za tę kwotę przeprowadzić wybory. To pieniądze na materiały piśmiennicze, papier, a także, jeśli jest potrzeba, kupno urny czy godła. Nie wiem teraz czy już możemy je wydawać, czy jeśli termin wyborów zostanie przełożony, to będziemy musieli całą kwotę zwracać? Pytań mam wiele, a nie można się dodzwonić do komisarza – mówi sekretarz jednej z gmin i dodaje, że dotacja z pewnością nie wystarczy na ewentualne zakupy środków ochrony osobistej dla członków komisji wyborczych.

- Kto ma to sfinansować? Gdzie mamy to zamawiać przy tak ogromnym skoku cen za maseczki, rękawiczki i płyny do dezynfekcji?

- dopytuje sekretarz.
Kolejny, także obawiający się o swoją pracę, zastanawia się nad korespondencyjnym głosowaniem.

- Nikt nas nie informuje czy w gminie mamy osoby na kwarantannie. Otwierając kopertę z pakietem do głosowania, nie wiem czy głosujący w ten sposób jest zarażony? Czy wypełniał dokumenty w rękawiczkach? To jest ogromne ryzyko

– martwi się sekretarz w jednej z gmin w powiecie bytowskim.

Bodnar nie może pełnić funkcji RPO

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie