W bytowskim szpitalu zmarł noworodek. Rodzice chcą wiedzieć dlaczego. Szpital twierdzi, że chłopiec zmarł w łonie matki

Maria Sowisło
Maria Sowisło
fot. nadesłane
Dwa śledztwa prokuratorskie i dwa postępowania policyjne, to efekt zdarzeń z 3 sierpnia 2021 roku, jakie miały miejsce w Szpitalu Powiatu Bytowskiego. Wszystkie strony i świadkowie są zgodni tylko co do tego, że przywieziona została pacjentka w dziewiątym miesiącu ciąży. Dlaczego jednak jej synek nie żyje – między innymi to ma wyjaśnić prokuratorskie śledztwo.

Do zdarzenia doszło we wtorek 3 sierpnia 2021 r. Tego dnia rano mieszkanka powiatu bytowskiego w dziewiątym miesiącu ciąży podejrzewała, że zaczyna rodzić. Razem ze swoim partnerem wezwała karetkę. Przewieziona została do Szpitala Powiatu Bytowskiego. Co do tych faktów, nikt nie ma wątpliwości. Kolejne jednak są przedstawiane w różny sposób, w zależności od tego, kto o nich mówi.

Czy w bytowskim szpitalu złamano prawo?

Pewne jest także to, że dziecko mieszkańców powiatu bytowskiego nie żyje. - Do dzisiaj nie wiemy, co się stało, co poszło nie tak. W dokumentacji medycznej jest zapis, że syn zmarł z przyczyn naturalnych. Mamy jednak podejrzenia, że wcale tak nie było – mówi Przemysław Strzelec, ojciec dziecka i wylicza błędy lekarzy.

- Z nieznanych mi powodów, lekarze oddziału ginekologiczno-położniczego na wyraźny zakaz ordynatora, nie udzielali mi żadnych informacji. Stało się tak pomimo oświadczenia mojej partnerki, że to ja mam mieć dostęp do dokumentacji i informacji

– mówi Strzelec, który zaznacza, że wszystko poszło nie tak. - Nie zostałem wpuszczony na oddział do mojej partnerki. Z jej relacji wiem, że podczas przyjmowania na oddział i badania, doszło do silnego krwotoku. Dlatego też zapaść miała decyzja o cesarskim cięciu. Ordynator, jak chamski gbur zakazał wpuszczania mnie na oddział. Usłyszałem, że ja jestem nikim, że nie mam dostępu do informacji ani o dziecku, ani o mojej partnerce. Wykazałem, że jestem osoba najbliższą. Ordynator kazał mi opuścić budynek – relacjonuje ojciec dziecka.

Ojciec: Nie pozwolono mi pożegnać synka

Strzelec twierdzi też, że lekarz nie pozwolił mu nawet pożegnać się z maleństwem. - Usłyszała to pielęgniarka i szepnęła do ucha, żebym poszedł do oddziałowej. Kiedy to zrobiłem, jej pierwsze pytanie brzmiało: Czy chcemy się pożegnać z dzieckiem. Oddziałowa zarządziła przeniesienie pacjentek na inną salę i dopiero wtedy zostałem wpuszczony do partnerki. Była na bardzo silnych lekach przeciwbólowych. Nie kontaktowała. Pomimo tego, ordynator z dwiema pielęgniarkami przyszedł do nas i kazał partnerce podpisywać jakieś dokumenty. Ja stałem obok ze zmarłym synkiem na rękach. Usłyszałem tylko, jak jedna pielęgniarka do drugiej mówiła, żeby przytrzymać mojej partnerce rękę w miejscu gdzie miała złożyć podpis – mówi Przemysław Strzelec.

Ostatecznie Strzelec, po wielu przepychankach, uzyskał informacje o stanie zdrowia swojej partnerki. Tyle tylko, że dzień po złożeniu skargi do rzecznika praw pacjenta.

- Tuż przed wyjściem, szpital wezwał do mojej partnerki policję, bo uzyskali informację że znęcam się nad nią psychicznie i fizycznie

– relacjonuje Strzelec.

I co ciekawe, niemal wszystkie rozmowy z lekarzami zostały przez pana Przemka nagrane. Sukcesywnie publikuje je w mediach społecznościowych na profilu „powiat bytowski – blog”. - Od samego początku czułem, że coś pójdzie nie tak, więc wszystko nagrywałem – wyjaśnia Strzelec.

Kampania nienawiści wobec szpitala w Bytowie

Tymczasem zarząd Szpitala Powiatu Bytowskiego nie ma sobie nic do zarzucenia. No, może poza tym, że ze swojego profilu facebookowego ukrywał komentarze pana Przemka, uznając że są to pomówienia, a ojciec zmarłego dziecka prowadzi „kampanię nienawiści”. Wystosowane zostało również oświadczenie:

W związku ze zdarzeniem jakie miało miejsce w Szpitalu Powiatu Bytowskiego Spółka z o.o. w Bytowie, dnia 3 sierpnia 2021 roku, informujemy, że podjęte zostały działania mające wyjaśnić okoliczności sytuacji. W tym celu natychmiast pracę rozpoczął Komitet ds. zdarzeń niepożądanych, którego ustalenia przekażemy pacjentce oraz organom ścigania niezwłocznie po zakończeniu jego prac. Zapewniamy również, że mając na względzie dobro pacjentki, zadeklarowaliśmy jej wsparcie psychologiczne.
Jednocześnie informujemy, że kampania ogólników i oszczerstw, które pojawiają się w ostatnich dniach w przestrzeni publicznej na temat naszej placówki, prezesa, personelu, oraz właściciela spółki nie polega na prawdzie i godzi w nasze dobre imię. W tym celu podjęliśmy działania, aby wspólnie z organami ścigania skorzystać z przysługujących nam kroków prawnych.
O postępach sprawy będziemy informowali opinię publiczną z poszanowaniem praw pacjenta i obowiązującą nas tajemnicą zawodową”
.

Policja prowadzi postępowanie w sprawie… ulotek

Komunikat na temat zdarzeń opublikowali też… policjanci z bytowskiej komendy:
Bytowscy policjanci w dniu 13 sierpnia 2021 roku przyjęli zawiadomienie w związku z pomówieniem i znieważeniem przez mieszkańca powiatu bytowskiego, Prezes Zarządu i spółki Szpitala Powiatu Bytowskiego. Zgromadzone w związku ze sprawą materiały procesowe zostały przekazane do Sądu Rejonowego w Bytowie. Funkcjonariusze wyjaśniają także, okoliczności zgłoszenia z dnia 17 sierpnia, dotyczącego umieszczenia za wycieraczkami pojazdów na parkingu szpitala i starostwa powiatowego w Bytowie ogłoszeń bez zgody zarządcy obiektu. Na miejscu policyjny technik sporządził dokumentację fotograficzną oraz zabezpieczono umieszczone ogłoszenia”.

Za wycieraczkami pojazdów znalazły się kartki z treścią zamieszczoną na profilu „powiat bytowski – blog” rozpoczynające się od słów: „Dziś parę słów o Spółce – Szpital Powiatu Bytowskiego Sp. z o.o. w którym naszym zdaniem zatrudnieni są nieucy, chamscy gburowie, uważający się za nadzwyczajną kastę ludzi, którzy mogą narażać pacjentów na niebezpieczeństwo utraty życia i zdrowia, a o czym poniżej… (...)”.

Czekają na wyniki sekcji zwłok

Okazuje się, że Prokuratura Rejonowa w Bytowie w związku ze zdarzeniami od 3 do 9 sierpnia 2021 r. prowadzi dwa śledztwa.

- Mamy zawiadomienie pracownika szpitala na temat niewłaściwego postępowania matki. Były zastrzeżenia w związku z tym, że ciąża była w dziewiątym miesiącu, a dziecko umiera przed porodem

– mówi prokurator rejonowy w Bytowie Ryszard Krzemianowski. - Drugie z doniesień złożone zostało przez rodziców dziecka i dotyczy niewłaściwego postępowania personelu szpitala, co mogło narazić matkę dziecka na niebezpieczeństwo utraty zdrowia i życia – dodaje prokurator i zaznacza, że sekcja zwłok maleństwa została już przeprowadzona. I to pomimo tego, że wśród dokumentów, jakie matka dziecka miała podpisać w szpitalu, było oświadczenie o rezygnacji z przeprowadzenia sekcji.

Zakaz handlu w niedzielę. Co się zmieni?

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
Redakcji polecam zaznajomic sie z wieloma artykulami, dotyczącymi osoby, która tak oskarża szpital. M.in. tutaj https://wiadomosci.onet.pl/kraj/prezes-stowarzyszenia-obrony-praw-dzieci-z-wyrokiem-za-czyny-pedofilskie/0n2w8tw .

Pan Strzelec bardzo skrupulatnie usuwa niewygodne komentarze i posty z linkami do jego przewinien ze swoich stron. Bytowski szpital moze nie jest krysztalowy ale warto przed napisaniem artykulu, zapoznac się również z innymi stronami sprawy a nie ślepo wierzyć jednej osobie, bo PRAWDA moze być calkiem inna, a wyzej wspomniany Pan swietnie jak widać radzi sobie w oczernianiu instytucji publicznych i manipulowaniu różnymi faktami. Pozdrawiam.
G
Gość
Pare lat temu tez mielismy przykra sytuacje. Zona zaczela odczuwac bole przedwczesnie. Pojechalismy do szpitala, przedwczesny porod, dziecko sie urodzilo i zylo. Zonie powiedzieli ze jedzie karetka w nocy aby zabrac dziecko do akademii do Gdanska na oddzial wczesniakow. Oczywoscie spokojnie czekalismy bo dziecko zylo. Rano sie okazalo po moim przyjezdzie do so szpitala ze zadna karetka nie przyjechala, a dziecko w tym czasie zmarlo. Karetka nie zdazyla dojechac przez 8 godzin, a dziecko zylo i oddychalo o wlasnych silach. Jakbym wiedzial ze beda klamac to sam bym zorganizowal transport na wlasna odpowiedzialnosc. My odwiedzamy cmentarz a lekarz sobie dalej pracowal. Jedynie oddzialowa pozwolila mi zobaczyc dziecko. nastepne obydwa porody odbyly sie w Koscierzynie bez jakiejkolwiek komplikacji.MP
G
Gość
Cytat z tego artykułu: "Z jej relacji wiem, że podczas przyjmowania na oddział i badania, doszło do silnego krwotoku."

To jest bzdura, pacjentka wezwała karetkę, bo dostała obfitego krwotoku - a nie jak relacjonują - "podejrzewała, że zaczyna rodzić". Na miejscu w kilka sekund podłączyli KTG - nic nie było słychać - dziecko przyjechało już martwe do szpitala, ale lekarze i tak w kilka min wykonali cesarskie cięcie, by już po chwili reanimować dziecko - niestety nie udało się. Dlatego można się domyślić, dlaczego szpital zawiadomił policję, o możliwym znęcaniu się fizycznym. Czy teraz to trzyma się lepiej kupy? Ogólnie jest mi mega przykro słuchając tych ludzi, którzy oskarżają medyków którzy próbowali ratować życie - fakt jeszcze, że matka dziecka była tylko raz u ginekologa podczas całej ciąży i nie posiadała jakiejkolwiek dokumentacji (nawet nie znała swojej grupy krwi) daje do myślenia jak bardzo odpowiedzialni są Ci rodzicie...
Dodaj ogłoszenie