Miastko: Wywiad z kandydatem - Mariusz Łuczyk (PiS)

Mateusz Węsierski
Mariusz Łuczyk twierdzi, że jest celowo pomijany w przekazie medialnym
Mariusz Łuczyk twierdzi, że jest celowo pomijany w przekazie medialnym Mateusz Węsierski
Pierwszy z cyklu wywiadów z uczestnikami tegorocznych wyborów samorządowych. Z Mariuszem Łuczykiem, kandydatem na burmistrza Miastka, rozmawia Mateusz Węsierski.

Który już raz będzie Pan próbował dostać się na fotel burmistrza Miastka?
To trzecie podejście, o ile oczywiście taka będzie wola członków komitetu PiS. Jak na razie nie jestem jeszcze oficjalnym kandydatem na urząd burmistrza Miastka.

Jak Pan ocenia rządy potencjalnego konkurenta, obecnego burmistrza Romana Ramiona?
Moja ocena to punkt widzenia mieszkańca i przyszłego kandydata. Gmina Miastko jest wielka i rozległa. Samorząd wydał mnóstwo pieniędzy na wodociągi, kanalizację, bieżące remonty budynków szkół, powstał orlik, położono nowe chodniki, oświetlenie, przebudowano ulicę Klonową itd. Czy to jest sukces? Myślę, że każdy kto będzie piastował urząd burmistrza Miastka będzie musiał w ten sposób administrować, bo takie są obowiązki gminy wobec mieszkańców.
Zabrakło środków, a może kreatywnych działań, na stworzenie miejsc pracy. Nie powstał żaden wielki zakład pracy. Nie zbudowano mieszkań. Są miasta, w których aktywnie działają Towarzystwa Budownictwa Społecznego. Trudno nazwać kilka mieszkań w Świeszynie i w Ośrodku Sportu i Rekreacji zaplanowanym budownictwem. Bezrobocie wynosi 16 procent. Jest jednym z największych na Pomorzu.
Burmistrz nie posiada też oparcia w Radzie Miejskiej. Nie jest umocowany politycznie. To odczuwalne w naszej sytuacji. Dziś wiele spraw załatwia się dla mieszkańców mając zaplecze polityczne, na dole i na górze.

No tak, ale w Sejmiku Pomorskim i w kraju rządzi PO. Pan jest z PiS, więc i w Pana przypadku tego umocowania nie będzie.
Oczywiście mam nadzieję, że niebawem PiS wróci do władzy. W ciągu kadencji burmistrza rządził i PiS i Platforma. Umocowanie na górze nie jest warunkiem koniecznym, ale bardzo ułatwia funkcjonowanie takim gminom, takim samorządom i takim burmistrzom.

Jaki ma Pan pomysł na Miastko?
Zacznę od tego, że zatrważający był dla mnie wynik rankingu gmin w jednej z lokalnych gazet. Miastko znalazło się na ostatniej pozycji. Ja jestem ambitny. Ostatnie miejsce mojej gminy nie daje mi satysfakcji.
Gdybym został burmistrzem, to priorytetem byłaby praca i mieszkania. Uważam też, że bardzo mocno osłabiła nas utrata powiatu. Trzeba podjąć zabiegi by odbudować zagubione więzi z gminami Koczała i Kępice. W demokracji wola mieszkańców jest często nakazem. My nie podejmujemy nawet próby żeby coś zmienić. Stworzyć wspólną inicjatywę, która nas trwale połączy i być może w przyszłości odbuduje powiat.

Mniej związków z Bytowem, a więcej z sąsiadami?
Nie. Chodzi tylko o odbudowanie więzi z gminami, które wchodziły w skład powiatu miasteckiego szanując to, co jest teraz. Jesteśmy częścią powiatu bytowskiego i nie możemy robić żadnej “partyzantki”.

W jaki sposób chciałby Pan tworzyć nowe miejsca pracy?
Pomysłów jest wiele. Łatwiej jest je oceniać człowiekowi, który sprawuje urząd burmistrza. Natomiast kandydatowi, który ma ograniczone kontakty i wiedzę na temat różnych zagrożeń wynikających z deficytu budżetowego, czy też z opóźnień rozwojowych i w kontaktach z pracodawcami, jest trudniej. Nie mogę teraz ocenić czy poczynione są kroki, które należy tylko rozwinąć. Nie chciałbym sygnalizować, że przyszły burmistrz, gdybym był nim ja, potrafi od razu znaleźć środek na te bolączki, jakimi są praca i mieszkania.
Myślę, że takie szanse były jak chociażby słupska podstrefa ekonomiczna w Miastku. Nie słyszałem by ktoś taki pomysł rzucił i podchwycił. To taki pomysł ad hoc, a pewnie znalazłoby się ich więcej. Ambicja to jest to, co powoduje, że wokół takich inicjatyw pojawiają się kolejne. To mogłoby spowodować rozwój naszej gminy.

Teraz Miastko wymiera, bo młodzi wyjeżdżają i nie wracają.
Sposobem na to jest praca i mieszkania. Młodzi nie chcą zakładać rodzin w naszej miejscowości, bo nie mają perspektyw. Nie dziwię im się, że wyjeżdżają, bo mieszkanie i praca to sens życia.

Jak ocenia Pan swoje szanse w wyścigu wyborczym?
Swoje działania traktuję jako misję publiczną. Ostatnim razem uzyskałem około tysiąca głosów. Jeżeli będę kandydował, a nie otrzymam zaufania społecznego, to oznacza, że wyczerpał się mój wewnętrzny zapał do zmian. Moje szanse zależą też od tego czy mieszkańcy śledzą medialne doniesienia. Niestety przekaz medialny w stosunku do mojej osoby i do mojego ugrupowania jest bardzo ograniczony. Przykładowo telewizja kablowa wielokrotnie nagrywała programy z moim udziałem i niestety nigdy nie zostały wyemitowane. Stąd też mam obawy co do moich szans.

Uważa Pan, że jest celowo pomijany w przekazie medialnym?
Tak, przez co dla wyborców mogę być mało znanym kandydatem.

Menedżer sportowy - zbawienie czy zło konieczne?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie