Firmy w regionie na razie nie zwalniają pracowników, choć przyznają że lekko nie będzie

Maria Sowisło
Maria Sowisło
fot. Gerd Altmann z Pixabay
Co pracodawcy z regionu myślą o rządowej tarczy antykryzysowej dla firm? Jak w czasie pandemii koronawirusa i akcji #zostań w domu udaje im się pracować? Właściciele firm w regionie są ostrożni w prognozach.

Dzisiaj (31 marca 2020 r.) rząd wprowadził większe obostrzenia w ramach akcji #zostań w domu (WIĘCEJ TUTAJ). W taki sposób od jutra na przykład, miastecki salon fryzjerski Prestige będzie zamknięty.

- Dla nas to jest tragedia. Przed świętami zawsze mieliśmy pełne obłożenie. Często zdarzało się, że udawało nam się zarobić na słabsze miesiące. Teraz nie będziemy mieć z tego ani złotówki, a rachunki trzeba płacić

– przyznaje Agnieszka Szadkowska, która obawia się nieuczciwej konkurencji. - Ja zamknę, bo dla mnie życie i zdrowie mojej córki i męża są najważniejsze.

Nie wiem co zrobią inne panie fryzjerki. Czy po cichu, w domach nie będą przyjmować i w ten sposób nie odbiorą mi klientek. To wielka niewiadoma

– dodaje Szadkowska.

W trudnej sytuacji są też małe firmy takie jak Stal-Serwis w Koczale. Pracownicy zmieniają się co tydzień tak, żeby ewentualnie jeden drugiego nie zaraził. - Nie wiem czy skorzystamy z pomocy rządowej, żeby przetrwać te czasy. Na razie pracujemy i staramy się jak najszybciej wykonać zamówienia, bo nie wiemy czy za chwilę nie będzie problemu z transportem – przyznaje Robert Makarewicz, którzy od ponad trzech tygodni ma problem z dostawą stali. - W hurtowniach, w których się zaopatrywaliśmy, po prostu jej brakuje – mówi Makarewicz i dodaje, że przewidując recesję, wymyślił nowy produkt – pojemnik na nakrętki w kształcie serca ale wykonany, nie jak wcześniej ze stali, a z poliwęglanu, tzw. plexi.

- Wymyśliłem, zaprojektowaliśmy i już myśleliśmy, że będą zamówienia, bo koszt jest o połowę mniejszy niż metalowego serca. Tymczasem okazało się, że w ciągu trzech dni producenci plexi sprzedali wszystkie swoje zapasy, bo trzeba było w sklepach przy kasach ustawić osłony. Przyznam, że się trochę podłamałem

– mówi Makarewicz, który nie traci wiary że firmie uda się przetrwać ten trudny czas. - Marzy mi się, żeby mieszkańcy naszego regionu wspierali lokalne firmy i zakupy robili właśnie u nas – dodaje Makarewicz.
Na razie o zwolnieniach nie ma mowy w miasteckiej firmie Comel. To specyficzna branża, bo z zakresu IT. Każdy stara się wypracować swój sposób na przetrwanie kryzysu. - Tarcza antykryzysowa to zawsze coś, jakaś pomoc, choć nie da się wszystkich zadowolić. Dla nas ta pomoc jest trafiona. Pozwoli to nam obronną ręką wyjść z tego kryzysu - mówi Tomasz Hinz, który dodaje, że na razie nie myśli nawet o zwolnieniach pracowników.

- Staramy się od każdego kontrahenta oczekiwać zaliczki do 50 proc. z góry. Nie wiemy na kogo trafimy, a zaliczka jest dowodem na to, że ta firma, ten człowiek ma jeszcze pieniądze. Pamiętam w przeszłości podobne problemy ze szpitalami, które nie miały płynności finansowej. Myślę, że to nas też nauczyło ostrożności i wyczucia

– dodaje właściciel Comel-u w Miastku i wyjaśnia, że nikt nie myśli w jego firmie o zwolnieniach. - Pracujemy chyba siłą rozpędu. Kilka osób jest na urlopach.

U nas zwolnienia nie wchodzą w grę, bo wykwalifikowanie pracownika działu handlowego trwa rok, a inżyniera od dwóch do trzech lat.

To nie tylko chodzi o predyspozycje zawodowe, ale też zaufanie. Obracamy dużymi kwotami – mówi Tomasz Hinz.
Spadku zainteresowania usługami transportowymi nie zaobserwowali też w miasteckiej firmie spedycyjno-logistycznej Mexem. To jeden z największych pracodawców. Zatrudnia 250 osób. - Na razie radzimy sobie dobrze. Ponad połowa pracowników pracuje zdalnie. Nie widzimy spadku obrotów, choć może jest to związane z naszymi klientami, których towary są cały czas potrzebne – mówi Piotr Grzelka, który wyjaśnia też że firma ma umowy są długoterminowe. - Nasi kontrahenci są za granicą, większość w Niemczech. Odnotowujemy spadek cen paliw przy znacznym wzroście kursu euro. W umowach nie mamy klauzul paliwowych. Mamy ceny w euro, to ta sytuacja jest dla nas korzystna. Mało tego.

Skala pomocy rządu niemieckiego jest zupełnie inna. W naszej tarczy kwota pomocy, o której się mówi, to 210 mld zł. Ocenia się, że tak naprawdę trafi do przedsiębiorstw 60 mld zł, bo resztę pochłoną różnego rodzaju gwarancje, zawieszenia spłat. Niemcy w piątek przedstawili swój plan pomocy, w którym jest 750 mld euro. Cieszę się, że moja firma jest związana z gospodarka niemiecką.

Oni mają moc żeby chronić swoje firmy, a one będą z tej pomocy korzystać. My z kolei na tym skorzystamy bo przedsiębiorstwa z którymi współpracujemy, przetrwają. Dzięki nim, także my, choć zapewne prędzej czy później odczujemy kryzys – wyjaśnia Piotr Grzelka.

Aby dużo zarabiać trzeba być...Zobacz listę zawodów

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie