Bytów. Tajemniczy goście wczesną porą

ll
Kim byli dwaj młodzi mężczyźni, którzy podając się za pracowników zakładu energetycznego weszli do mieszkania Teresy Hildebrant w celu kontroli urządzeń? Przypuszczenia mogą być różne.

Kim byli dwaj młodzi mężczyźni, którzy podając się za pracowników zakładu energetycznego weszli do mieszkania Teresy Hildebrant w celu kontroli urządzeń? Przypuszczenia mogą być różne. Nie żądali oni zapłaty za swoją pracę, ani nie zostawili żadnych dokumentów potwierdzających kontrolę.
Zdarzenie miało miejsce pod koniec września.
- Mój syn z synową właśnie wyjechali wcześnie rano do pracy, kiedy ktoś zapukał do drzwi - opowiada Teresa Hildebrant. - Myślałam, że czegoś zapomnieli i wrócili się do domu. Okazało się, że to dwaj mężczyżni, jeden około trzydziestki, a drugi znacznie młodszy. Miał może 18 lat. Twierdzili, że są z elektrowni i muszą w moim mieszkaniu dokonać pomiarów wszystkich urządzeń. Nie wylegitymowali się, jedynie pokazali jakiś dokument, według którego zlecono im tą pracę. Pieczątka była niewyraźna. Twierdzili, że wszystko to robią na prośbę zarządcy domu. Zdziwiło mnie to, bo to dom prywatny. Jeden z nich sprawdzał wszystkie urządzenia, wykręcał bezpieczniki, sprawdzał kontakty i gniazdka. Drugi naszkicował plan mojego mieszkania, a następnie na drugiej kartce coś notował. Zapytałam go, dlaczego zasłania to, co tam notuje. Odpowiedział, że jest mu tak wygodnie. Wizyta trwała może z pół godziny. Wyszli i nie zostawili żadnego dokumentu. Nie musiałam niczego podpisywać. Odjechali pomarańczową nysą, bez żadnych oznaczeń. Na drugi dzień syn kobiety poszedł do zakładu energetycznego, aby dokonać opłat.
- Licznik jest na mnie zapisany - kontynuuje Tadeusz Hildebrant. - Jest na kartę i co pewien czas wykupuję sobie energię. Kiedy byłem przy kasie, zapytałem jedną z pracownic o zdarzenie z poprzedniego dnia. Zadzwoniła w kilka miejsc, ale nikt o tym, aby do mieszkania mojej mamy wysyłano jakichkolwiek pracowników zakładu nie wiedział. Byłem tym zdziwiony.
Zaskoczeni są również pracownicy elektrowni.
- O takim zdarzeniu nic mi nie wiadomo - twierdzi Jan Urban, kierownik Energi w Bytowie. - My do mieszkania tej kobiety żadnych kontrolerów nie wysyłaliśmy. Każdy z monterów posiada osobisty identyfikator. Dodatkowo musi przed wejściem do mieszkania wylegitymować się. Kontrolerzy mają pisemne upoważnienie do każdej kontroli podpisane przez kierownika oddziału. Do takiego zadania udają się oni naszymi samochodami, które są dokładnie oznakowane.
Jak dodaje kierownik zakładu energetycznego, były już przypadki, kiedy to ktoś podawał się za pracownika ich zakładu.
- Przed dwoma laty udało nam się, przy współpracy policji złapać dwie osoby, które podawały się za inkasentów naszego zakładu - dodaje kierownik. - Chodzili po mieszkaniach i pobierali opłaty.
W tym przypadku jednak nic nie zginęło i żadnych opłat nie pobrano. Tajemniczy mężczyźni od tego czasu już się nie pojawili.

Polacy boją się biedy

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie