Bytów. PPKS przed kolejną próbą prywatyzacji

opinie@prasabalt.gda.pl
O przyszłości Państwowego Przedsiębiorstwa Komunikacji Samochodowej w Bytowie z zarządcą komisarycznym Antonim Jaszczakiem rozmawia Leszek Literski - Kiedy wkroczył Pan do firmy PPKS miał spore straty.

O przyszłości Państwowego Przedsiębiorstwa Komunikacji Samochodowej w Bytowie z zarządcą komisarycznym Antonim Jaszczakiem rozmawia Leszek Literski
- Kiedy wkroczył Pan do firmy PPKS miał spore straty. Jak obecnie wygląda kondycja finansowa przedsiębiorstwa?
- Zarząd komisaryczny wprowadza się do przedsiębiorstwa, kiedy wynik finansowy jest negatywny i firmie grozi upadłość. Tak było w przypadku bytowskiego PPKS-u. We wrześniu, kiedy przyjechałem do Bytowa, PPKS miał ponad 800 tysięcy złotych strat. Musieliśmy zrobić wszystko, aby wyprowadzić firmę na prostą. Pod koniec listopada przedsiębiorstwo miało jedynie 52 tysiące złotych straty. Na początku roku, jeżeli warunki atmosferyczne na to pozwolą i nie będzie zbyt wielkich opadów śniegu, firma powinna wyjść na plus.
- Jakie są plany na przyszłość, zarząd komisaryczny nie może przecież trwać wiecznie?
- Już w styczniu będę przygotowywał firmę do procesu prywatyzacyjnego. Jeżeli wynik finansowy będzie korzystny, to będzie to bardzo dobra pozycja wyjściowa do negocjacji. W Polsce obecnie działa 160 PKS-ów. Państwowych ma zostać jedynie 30. Reszta ma być sprywatyzowana. Prowadzę rozmowy z 5 firmami i sprawdzam je pod względem finansowym. Jestem ekonomistą i na pewno, jeżeli będę wybierał, to tę firmę, która stoi najlepiej finansowo.
- Bytowski PKS próbowano prywatyzować już kilkakrotnie. Zawsze na przeszkodzie stała załoga i związki zawodowe. Nie obawia się Pan, że i tym razem będzie podobnie?
- Prywatyzacja jest nieunikniona i załoga musi to wiedzieć. To jest w jej interesie. Wynik ekonomiczny powinien ich przekonać. Układ organizacyjny jest jeszcze z epoki ?późnego Gierka?. Będziemy musieli to wszystko restrukturyzować. Cały czas prowadzimy rozmowy z załogą i ze związkami zawodowymi. Są to trudne rozmowy. Muszą oni zrozumieć, że czasy komuny się skończyły. Na bieżąco są informowani o czynnościach, które wykonujemy. Jeżeli załoga będzie przeciwna prywatyzacji, decyzja o dalszym losie firmy będzie zależała od wojewody. Chciałbym też podkreślić, że jesteśmy jedyną firmą, która mimo tak niekorzystnego wyniku ekonomicznego, nie zwolniła żadnego pracownika.
- Jeszcze przed przyjściem Pana do firmy jeden z pracowników stracił pracę z tej przyczyny. Chodzi o zastępcę dyrektora, Andrzeja
Kraweczyńskiego (teraz zarządcę komisarycznego słupskiego PKS-u - dop. red.)
- Było to bardzo dobre posunięcie. Dla mnie ekonomisty firma jest na plus, albo na minus. Nie można tłumaczyć, że nie jest tak źle, skoro firma przynosi straty. Dzięki posunięciom byłego wicedyrektora, nieprzemyślanym obniżkom biletów, na trasach gdzie byliśmy monopolistą, firma straciła 392 tysiące złotych. W wielu miejscach odzyskać wiarygodność i straconych klientów jest bardzo trudno.
- Jak więc chcecie przywrócić wiarygodność i być konkurencyjni dla innych firm?
- Temu ma służyć proces prywatyzacji. Dla społeczeństwa bardziej wiarygodna jest firma prywatna niż państwowa. Uważa się, że tam kultura obsługi klienta jest lepsza i rzetelniejsza. Dla firm państwowych trudno jest zdobyć dotacje z Unii Europejskiej. 96 procent zysku przedsiębiorstwa do tej pory stanowiły przewozy. Będziemy się starali pójść w innych kierunkach. Pod koniec stycznia będziemy mieli koncesję na sprzedaż paliwa. Benzyna będzie u nas najtańsza w Bytowie. Chcemy również zwiększyć liczbę kursów na dalekich trasach, także liniach zagranicznych. Będziemy modernizować bazę sprzętową.
- Jednym z pierwszych pomysłów, jakie Pan wprowadził była komunikacja miejska. Okazała się ona niewypałem. Mało kto z niej korzysta.
- Był to gest pod adresem Bytowa. Jest mało miast tek wielkości, które posiadają własną komunikację miejską. Nie nastawiliśmy się na zysk. I tak autobusy z dworca do bazy jeżdżą tymi ulicami. Nie jest to duże obciążenie finansowe dla firmy. Społeczeństwo musi wyrobić w sobie nawyk, że taniej i wygodniej jest poruszać się po mieście jeżdżąc autobusem. Liczymy, że w końcu ludzie się przełamią i będą korzystali z naszych usług. Jest to kwestia świadomości. Obecnie dziennie korzysta z komunikacji 20 osób, ale na razie nie zamierzam rezygnować.
- Dziękuję za rozmowę.

Banki chcą naszych pieniędzy. Zapłacimy ujemne odsetki?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie