Bütower Hof - tu należało bywać. Ulubiona restauracja Niemców. Co jedzono, czym popijano? (ZDJĘCIA)

Sylwia Lis
Sylwia Lis
Bütower Hof - tu należało bywać. Ulubiona restauracja Niemców. Co jedzono, czym popijano? Archiwum
Dziś Bytowskie Centrum Kultury - dawniej restauracja z luksusową salą kinową. Bütower Hof – tu należało bywać. Bawić się i pysznie jeść. A co? Może klopsy królewskie? Szparagi? Na koniec popijając Neidenburger Nikolaschka.

Dzisiaj przechodzimy obok nich niemal obojętnie. W Bytowie jest dość sporo budynków z wyjątkową historią. Jednym z nich jest niepozorny obiekt przy ul. Wojska Polskiego 12, dawniej Langestrasse 28. Dziś Bytowskie Centrum Kultury - dawniej restauracja z luksusową salą kinową. Miejsce tętniło życiem. Niezwykle popularne. Jakbyśmy dziś powiedzieli: wypadało tu bywać. To Bütower Hof.

Garść historii

- Pierwsze wzmianki o Bütower Hof pochodzą z XIX wieku z Kreisblatt Buetow – wyjaśnia Przemysław Kozłowski, historyk, kolekcjoner pamiątek z Bytowa. - Był to kompleks restauracyjny w skład, którego wchodziła restauracja, kawiarnia, pawilon muzyczny i sala kinowa. Po prostu było bardzo popularne miejsce spotkań ówczesnych bytowian.

I dodaje: pierwszymi restauratorami była rodzina Lentz, wtedy też przewija się nazwa Hotelu Lentza. – wyjaśnia historyk. - W połowie lat 20 ubiegłego wieku obiekt przejęła rodzina Schulz, a od lat 30 Nemitz.

Zdjęcie, które jest dość dobrze znane bytowianom pochodzące z 1927 roku zachwyca (załączone do galerii – dop. red). Widać na nim przepiękną salę kinową. Aż chciałoby się cofnąć do minionych lat. - W Bütower Hof odbywały się zabawy karnawałowe, sylwestrowe, letnie nocne bale, koncerty muzyczne, a w soboty i niedziele zabawy taneczne – wylicza pan Przemysław. - W barze serwowano trunki z lokalnego browaru oraz wina. Okazjonalnie organizowano tu także sztuki teatralne. Po dojściu do władzy nazistów, lokal upodobali sobie miejscowi członkowie NSDAP. W Bütower Hof zaczęto organizować spotkania, wiece oraz imprezy NSDAP i SA. Potwierdzeniem tej tezy może być reklama z lat 30, na której widnieje swastyka. Dodatkowo Bütower Hof był miejscem spotkań automobilklubu ADAC. Tuż obok był parking oraz miejsce serwisu pojazdów. Nieopodal znajdowała się stacja benzynowa Petersilge.

Z archiwalnych zdjęć wynika, że miejsce było niezwykle wyjątkowe i luksusowe, jak na owe czasy. Posiadało własną zastawę. I co ciekawe, bytowski kolekcjoner posiada fragmenty filiżanki pochodzącej właśnie z tej restauracji. Widnieje na niej napis: Bütower Hof.

8 marca 1945 roku po wkroczeniu Armii Czerwonej do Bytowa miasto zostało zniszczone niemal w siedemdziesięciu procentach. Na szczęście budynek restauracji, a obecnego Bytowskiego Centrum Kultury przetrwał do dziś.

Cóż mogła serwować bytowska restauracja?

Pokusiliśmy się o stworzenie menu Bütower Hof. Trudnego zadania podjął się Rafał Nowakowski, znawca kuchni Pomorza, znany krytyk kulinarny.

- Zacząć musimy od tego, że chcąc rozmawiać o menu bytowskiej restauracji, które mogło być wywieszone przy wejściu do Bütower Hof nie możemy mówić o kuchni czysto niemieckiej – wyjaśnia pan Rafał. - Takiej kuchni nie było i w zasadzie nie ma do dziś. Są kuchnie poszczególnych regionów, prowincji, ale nie wykształciła się jednoznacznie ogólnonarodowa maniera kulinarna. Mówiąc o kuchni bytowskiej powinniśmy więc sięgnąć pamięcią do kuchni związanej z modelem jedzenia w Prusach Zachodnich. Zacznijmy od przekąski pod „sznapsa” lub lubianego przez wszystkich bytowskiego piwa. Kuchnia zachodniopruska znała sałatkę kartoflaną z dodatkiem kaparów i czasami marynowanego pieprzu. Wyrabiana z uprawianych tu powszechnie kartofli, domowego majonezu, odrobiny cebuli lub pora - zależnie od kucharza, a także kaparów. Nie podrabianych z marynowanych kwiatów nasturcji, a tych smacznych importowanych dzięki bliskości miasta portowego (trzeba pamiętać, że Bytów był stacją węzłową, a więc dostawy egzotycznych ingrediencji nie były niczym szczególnym). Do sałatki można było zjeść bułkę, ale w wielu przypadkach zastępowano ją kromką pieczonego na placie chleba. Kolejną pozycją jadłospisu niech będzie szparagowy krem. Uprawiane w szparagarniach, rozrzuconych w południowej części Kaszub, szparagi miały swoje "5 minut" właśnie wiosną. Choć konserwowane na zimę, najlepsze będę świeże niezależnie od tego, czy podawane po ugotowaniu w towarzystwie masła z bułeczką tartą, czy też właśnie zawiesistego kremu przetartego przez sito. Danie główne oczywiście powinno zawierać kartofle. Czy będą to w wersji najprostszej sporej wielkości kluchy z masy kartoflanej startej na riwce, czy też placki z cukrem? (riwka – tarka – dop. red). Można i tak, ale ja zaproponuję dwa inne dania, które zawierać będą kartofle. Pierwsze to klopsy królewieckie. Tu po raz drugi cieszymy się wiosną, bo jest to pora, w której cielą się krowy, a więc, w krótkim czasie pojawia się sporo przesmacznej cielęciny (niestety, taka jest prawda, cielaki płci męskiej nie mają długiego życia). Perfekcyjne w swej kulistej formie cielęce (oryginalnie, później nastąpił czas oszczędności) klopsy z dodatkiem sardeli (pewnie przywiezionych z Lubeki, albo Gdańska) skąpane w białym sosie beszamelowym lekko zakwaszonym cytryną, który nabierał jednoznacznie smacznego charakteru dzięki dodatkowi kaparów. Do tego podane ugotowane na sypko kartofle, a jako dodatek marynowane buraczki. Drugie to karbonada królewiecka, czyli kawał mięsa wieprzowego od schabu z kością (często z fragmentami przechodzącymi w bekon). Tak się przyzwyczailiśmy, że schabowego spożywamy w panierce, ale mogło być i tak, że karbonada została zrobiona metodą dawną, a więc mięso bez panierki było podsmażane, a następnie duszone z cebulą do uzyskania sosu własnego. Oczywiście podajemy do tego kartofle, a także niezastąpioną kapustę duszoną. Dwie wersje, które są żelaznym elementem składowym kuchni tego regionu, a także zostały zaadaptowane w innych częściach imperium niemieckiego (szczególnie we Wrocławiu). Kończąc obiad warto pomyśleć o deserze. Choć wielu pomyśli pewnie o cieście drożdżowym, to jednak dołożyłbym do niego puszystą leguminę zwaną szpajzą. Najczęściej podawana w wersji cytrynowej, choć niedługo, z chwilą pojawienia się truskawek może być i w smaku tego pysznego owocu (a także w kilku innych smakach).

Na koniec coś mocniejszego

- Dodam coś dla panów, bo przed wojną to oni dominowali w takich miejscach - wyjaśnia pan Rafał. - „Neidenburger Nikolaschka” lub „Pillkaler” to swego rodzaju drinki spożywane po smacznym obiedzie. Drink był znany od pierwszych lat XX w., więc mógł występować w jednej z kilkudziesięciu form również w Bütower Hof. Nazwa wiąże się z osobą cara Mikołaja albo do Mikołaja II. Jedna z najbardziej podstawowych wersji przygotowywana jest następująco - na kieliszku wódki układamy plasterek cytryny, posypujemy go cukrem, a następnie bardzo rzetelnie zmieloną kawą. Wódkę wypijamy i zagryzamy cytryną z dodatkami.
Prawda, że brzmi pysznie? Może któraś z lokalnych restauracji pokusi się o przygotowanie dań znanych tu przed laty.

Religia i etyka w szkole. Kto ma kształcić nauczycieli etyki?

Wideo

Materiał oryginalny: Bütower Hof - tu należało bywać. Ulubiona restauracja Niemców. Co jedzono, czym popijano? (ZDJĘCIA) - Głos Pomorza

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie