Bawili się w dzwonienie na numery alarmowe

Jeden młody, drugi dużo starszy, ale obaj, delikatnie mówiąc, nierozważni. 10-latek z gminy Czarna Dąbrówka i 46-letni mieszkaniec gminy Bytów "bawili się" w fałszywe alarmy. Starszy mężczyzna oznajmił, że robił to "dla jaj". Młodszy w ten sposób zabawiał kolegów i koleżanki.

Masz zdjęcie do tego tematu? Wyślij

(© Archiwum)

46-letni mieszkaniec gminy Bytów wezwał policjantów. Gdy dotarli do niego był rozbawiony całą sytuacją.

- Mandat za popełnione wykroczenie podpisał jedenastoma krzyżykami - mówi Michał Gawroński, oficer prasowy bytowskiej policji.

Nieroztropny mężczyzna dzwonił z informacją o bójce kilku mężczyzn na przystanku autobusowym w Udorpiu.

- Na miejscu powiedział, że żadnej awantury nie było, a policjantów wezwał „dla jaj” - dodaje rzecznik.

Mundurowi nałożyli na niego mandat w wysokości 500 złotych. 46-latek nie podpisał się pod nim, lecz namalował jedenaście krzyżyków.

- W świetle obowiązujących przepisów taki mandat nie jest prawomocny. W związku z powyższym sprawa trafi do sądu. Za bezpodstawne wezwanie policji grozi kara aresztu, ograniczenia wolności lub grzywny do 1,5 tys. złotych - wyjaśniają policjanci.

Jeszcze gorzej "zabawił" się 10-letni mieszkaniec gminy Czarna Dąbrówka. Z telefonu komórkowego wykonał kilkadziesiąt zgłoszeń o fałszywych zdarzeniach.
- W sobotę dyżurny straży pożarnej poinformował policjantów, że na numer alarmowy kilkanaście razy dzwonił chłopiec i informował o zdarzeniach, m.in. wypadkach i uszkodzeniach ciała różnych osób. Na podstawie jego zgłoszeń wysyłane były służby straży pożarnej i pogotowia we wskazane miejsca. Jak się okazało, alarmy były fałszywe - opowiada Gawroński.

W międzyczasie 10-latek zadzwonił też do dyżurnego policji i powiedział, że po jego miejscowości szybko porusza się samochód. Policjanci ró
∨ Czytaj dalej

wnie szybko ustalili właściciela telefonu. Okazał się, że 10-letni chłopiec miał udostępniać telefon swoim znajomym, którzy również informowali o fałszywych zdarzeniach, angażując w ten sposób służby ratownicze.

Policjanci wyjaśniają okoliczności tych żartów. Sprawa najprawdopodobniej zakończy się w sądzie rodzinnym i nieletnich.

- Takie żarty niepotrzebnie angażowały służby ratownicze. Całe szczęście w tym momencie nikt naprawdę nie potrzebował pomocy. Rodzice powinni wytłumaczy swoim pociechom, że nieprawdziwe informacje generują niepotrzebne koszty i jest to bardzo nieodpowiedzialne - poucza rzecznik policji.

Komentarze (0)

avatar

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!

Wybierz kategorię